Forum www.czashonorupl.fora.pl Strona Główna
Zaloguj

Wszystko będzie dobrze - list Celiny

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.czashonorupl.fora.pl Strona Główna -> Fan made / Opowiadania
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Konarska
Marszałek



Dołączył: 02 Sty 2013
Posty: 1756
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 0:30, 31 Gru 2014    Temat postu: Wszystko będzie dobrze - list Celiny

Słowem wstępu. Nie mam pojęcia, dlaczego to nie jest opublikowane. Znalazłam przed chwilĄą, pochodzi z zeszłego roku. Inna wersja losów Celiny w powstaniu, nie chciałam już zmieniać. Sprzed chwili jest tylko ostatni akapit. Miłej lektury!
Monachium, 10 maja 1946
Kochany Michale!
Nigdy nie wiedziałam, jak zacząć pisać list. Może zacznę od samego początku - od chwili, kiedy dotarło do mnie, jak bardzo jesteś dla mnie ważny. Nie było to wtedy, kiedy pierwszy raz cię pocałowałam, a właściwie, kiedy pozwoliłam Ci się pocałować. Nie było to też wtedy, kiedy dowiedziałam się, że jesteś ranny, ani wtedy, kiedy postanowiłam rozstać się z Krzysztofem. Wtedy po prostu wiedziałam, że to on nie jest dla tym najważniejszym. To, jak bardzo mi na Tobie zależy, odkryłam, gdy powiedziałeś mi najpierw o aresztowaniu Krzysia, a potem o jego śmierci. To dziwne, prawda? Żeby zobaczyć, jak strasznie kocha się jednego mężczyznę, trzeba utracić tego drugiego.
Pewnie zdziwiło Cię to, dlaczego odrzuciłam Cię wtedy. Bałam się, że i Tobie się coś stanie, że umrzesz i właśnie z tego powodu postanowiłam zostać sama. Był jeszcze jeden powód – nie chciałam, abyś był lekarstwem, które miałam testować na mojej chorej psychice. Chciałam móc w pełni cieszyć się naszym związkiem, kochany. Myślałam, że kiedy dojdę do siebie, jak wreszcie przestanę się obwiniać, to w końcu będzie dana nam ta odrobina szczęścia, mimo wojny, mimo tego, że możemy zginąć. Tylko, że Ciebie nie było. Wyjechałeś, a ja każdej nocy śniłam o Tobie, rozmyślałam nad tym, co powiem Ci, kiedy w końcu się spotkamy. Przed wszystkimi udawałam, że wcale na Tobie mi nie zależy, że na Ciebie nie czekam. Kochałam Cię, ale nie chciałam, żeby ktokolwiek się nade mną użalał. Czekałam trzy lata, bez żadnej wiadomości – niby dlaczego miałeś do mnie pisać, prawda? Byłam tylko dawną współpracowniczką, którą pocałowałeś raz czy dwa razy, a o której potem zapomniałeś, zakochując się do szaleństwa w innej. Nasze pierwsze spotkanie było zupełnie inne, niż zawsze sobie wyobrażałam. Nie, nie myślałam, jak głupia, że padniemy sobie w ramiona i zaczniemy się całować. Jestem realistką, chociaż czasem, w chwilach, kiedy było mi strasznie ciężko, wyobrażałam sobie, że przychodzisz do mnie, bierzesz mnie w ramiona, całujesz, tak, jak tylko Ty to potrafisz i mówisz, że wszystko będzie dobrze. Głupia bywam, prawda? Kiedy zobaczyłam tamtą, to pomyślałam „Idiotko, mógł być Twój, a Ty wszystko zepsułaś.” Często coś psułam. Nie mogłam znieść, tego, jak z nią tańczysz, jak ją całujesz. Miałam przed oczami nasze spotkania, nasze kradzione pocałunki, naszą bliskość, tak strasznie skrywaną. Jak wtedy, kiedy zaprosiłeś mnie i Krzysztofa na jakiś podwieczorek do swojego kolegi. Pamiętasz, jak wtedy tańczyliśmy? Ja pamiętam. I kiedy trzymałeś w ramionach Karolinę, kiedy patrzyłeś w jej oczy z taką miłością to chciałam zniknąć. Chciałam nic nie czuć, bo zazdrość, żal wypalały mnie od środka. Nawet się ze mną wtedy nie przywitałeś. Później, siedząc w domu, pijąc kolejny kieliszek wódki, zastanawiałam się, po co mnie w ogóle zapraszałeś. I co we mnie jest takiego, że tracę wszystko, na czym mi zależy. Czasem miewam takie myśli, ale nie martw się, nieczęsto.
Pamiętam, cieszyłam się jak głupia, kiedy do mnie przyszedłeś. Byłeś zupełnie inny, taki cichy i pusty. Siedzieliśmy wtedy u mnie w kuchni, piliśmy kawę z żołędzi i rozmawialiśmy o sensie życia, o śmierci, o wojnie. Od tamtego dnia kawa z żołędzi bardzo mi smakuje. Było już po godzinie policyjnej, musiałeś zostać na noc. Nie robiłam sobie żadnych nadziei, pościeliłam Ci kanapę. Podszedłeś do mnie, objąłeś mnie w talii, pochyliłeś się i powiedziałeś cicho „Dziękuję”. „Za co?” spytałam, jak głupia, ale przecież, oszołomiona Twoją bliskością, nie wiedziałam, za co możesz mi dziękować. „Za to, że jesteś” szepnąłeś, tak cichuteńko, że zagłuszałby to nawet muszka, która przelatywałaby przez pokój. Nawet nie pamiętałam, jak to się wszystko potem potoczyło: czy to Ty pierwszy zacząłeś mnie całować, czy może to ja rzuciłam się na ciebie, jak zeschnięta ziemia na pierwsze krople deszczu. Poranek spędziłam po prostu, wtulając się w Ciebie, rozmawiając o nas. Przepraszałeś, mówiłeś, że Cię poniosło – nie chciałam tego słuchać! Nie chciałam, żebyś żałował, bo dla mnie to było spełnienie wszystkich marzeń. W końcu zgodziłeś się dać nam szansę. Boże, jaka ja byłam szczęśliwa! W głowie widziałam już mały domek nad morzem (zupełnie inny, niż nasz obecny), psa, i gromadkę dzieci.
Jest takie stare, żydowskie powiedzenie:, „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”. Z moich musiał On mieć ogromny ubaw. Wszystko legło w gruzach. Wyszedłeś, całując mnie na pożegnanie w policzek. Chwilę później wpadła do mnie koleżanka, powiadamiając mnie o mobilizacji. Wybuchło powstanie. Byliśmy wolni, wolni. Była Polska, była Warszawa, wszystko miało być cudowne. Na początku ta ogromna euforia – pamiętasz, jak cieszyliśmy się ze zdobycia PAST-y, na przykład? Moja radość była ogromna, zakłócał ją tylko strach o Ciebie – gdzie jesteś, czy żyjesz? Nic nie wiedziałam, ale starałam się nie zadręczać. Wolałam myśleć, że przecież na pewno jesteś bezpieczny, że gdyby cokolwiek Ci się stało to bym to czuła, jak w tych wszystkich tanich romansidłach. Potem zaczął się dla nas, łączniczek, koszmar. I chyba dla wszystkich – dla cywilów, dla sanitariuszek, dla Was, bohaterskich chłopców, którzy nie mogli się pogodzić z przegraną. Parę razy dziennie przechodziłam kanałami, w których było coraz więcej trupów. Leżały warstwami, jeden na drugim, a ja starałam się nie myśleć o tym, po czym chodzę. Wyprzeć to ze świadomości, po prostu iść. Panicznie bałam się, że Niemcy mnie znajdą, zabiją. Miałam jakieś ogromne szczęście, udało mi się. Wychodziłam z kanałów z meldunkami, wchodziłam z kolejnymi ludźmi. Kiedyś miałam przeprowadzić, oprócz jakichś niezwykle ważnych generałów czy pułkowników, grupę cywilów. Wśród nich była matka z dzieckiem. Kobieta wyglądała zupełnie tak, jak moja siostra – to irracjonalne, przecież Ewę i jej synka Niemcy rozstrzelali za ukrywanie Żydów. Tym Żydem był mój chłopak, którego ojciec kazał mi zostawić, dla Krzysztofa. Jurek Kaltenberg, miał takie niesamowicie niebieskie oczy, jakich nigdy później nie widziałam. Twoje są takie niebiesko-szare, jak morze u nas, w Polsce.Wtedy, w czasie powstania, obiecałam sobie, że uratuję tę kobietę, chociaż nie umiałam uratować swojej siostry. Życie za życie. Jej dziecko, Jurek – cóż za zbieg okoliczności, prawda? – było małe, nie umiało jeszcze za dobrze chodzić. „Ewa” nosiła je, ale przecież i ona się zmęczyła, a jakoś nikt inny nie kwapił się do pomocy. Nagle Jureczek zaczął płakać. Spodziewałam się tego, to było malutkie dziecko, na jego miejscu też bym płakała. W ludzi, niczym w diabły, weszło jakieś ogromne zło. „Utopić je!” krzyczała jakaś kobieta, około pięćdziesiątki. „Niech je pani uciszy!” „Niemcy nas odkryją, jeśli ten bachor się nie zamknie”. Stałam tam i nie wiedziałam, co zrobić. Kobieta też tego nie wiedziała. Chciała się cofać, ale przecież sama by nie trafiła, zresztą, na górze pewnie czekaliby na nią Niemcy. „Niech pani pójdzie ze mną” powiedziałam, narażając się nawet na sąd za niewykonanie rozkazu. Co mogłam innego zrobić? Wtedy podszedł do mnie jeden z wojskowych, powiedział, że to zbyt ryzykowne. „To, co mamy zrobić?!” krzyknęłam mu prosto w twarz. Od spojrzał na mnie oszalałym spojrzeniem, takim pełnym strachu i nienawiści, wyjął pistolet, zastrzelił Jurka, „Ewę” i, gdy dotarło do niego, co zrobił, samego siebie. Stał kilka kroków ode mnie, więc krew trysnęła mi na twarz. Byłam przerażona. Co miałam zrobić? Nie ocaliłam nikogo, przeze mnie i przez moje niepotrzebne bohaterstwo zginęli niewinni ludzie. Czułam się jak morderca. Nie miałam jednak czasu na rozważania, przecież płacz dziecka, krzyki kłócących się ludzi i wystrzały musiały wzbudzić uwagę Niemców. wykonać zadanie. Obróciłam się i pewnym głosem powiedziałam: „Idziemy dalej. W milczeniu”. Wyszliśmy z kanałów, zmyłam z siebie krew i udawałam, że nic się nie stało.
W tym czasie dostałam od Ciebie wiadomość, że chcesz się spotkać. Cieszyłam się. Żyłeś, to było dla mnie chyba najważniejsze. Tamtego dnia zdobyłam odrobinę wody i mydła, znalazłam nawet niezbombardowaną kamienicę, w której umyłam się i założyłam czystą sukienkę. Pomalowałam usta czerwoną pomadką i ruszyłam przed siebie. Byłam odważna, głupia i zakochana na zabój. Co z tego, że dowódcy mówili mi, że na Powiśle idą tylko ostatni wariaci. Ty tam byłeś, a to było wystarczającym powodem, bym zachowywała się jak ostatnia wariatka. Nigdy nie widziałam czegoś bardziej przygnębiającego, wszędzie ścieliły się zwłoki, fetor był nie do opisania, dogasały ostatnie zgliszcza. Nie mogłam dostrzec ani jednej osoby, chodziłam po tych zniszczonych ulicach i wołałam Ciebie. Nagle poczułam mocny skurcz w dole brzucha – dotknęłam bolącego miejsca i poczułam coś ciepłego, lepkiego i pachnącego tak słodko, że aż mdliło. Ból zwalał mnie z nóg, położyłam się i zamknęłam oczy…
Obudziłam się w powstańczym szpitalu. Żyłam, ale byłam bardzo słaba… Nade mną pochylały się koleżanki ze szkoły, jacyś żołnierze, chcący dostać buziaka, lekarze. Pewnego dnia pojawił się Anioł. Nie opowiadałam Ci tego nigdy, wiem. Aniołem tym była siwowłosa lekarka, która siedziała przy mnie, kiedy miałam bardzo wysoką gorączkę i robiła mi zimne okłady. Opowiadała mi przy tym o sobie, o swoim przedwojennym życiu i o strachu. Nie, nie bała się o siebie, bała się o swoich synów, którzy walczyli gdzieś, nie wiadomo gdzie. Powiedziałam jej słabym głosem, że Cię szukam. Następnego dnia przyszedłeś do mnie, pamiętasz? Byłeś taki zaniedbany, w jakiejś brudnej koszuli, nieogolony. Ale mój. Mój ukochany i jak dla mnie najpiękniejszy na świecie. Nie rozmawialiśmy, ja nie miałam na to siły. „Muszę cię stąd zabrać” powiedziałeś z uśmiechem. „Niemcy zabijają personel i rannych” dodałeś, już znacznie poważniej. Nie bałam się, nie dopuszczałam do siebie myśli, że cokolwiek może mi, Tobie, Nam się stać. Przecież dopiero mamy dwadzieścia parę lat, całe życie przed nami, dla Nas. Nie chciałam iść, z Aniołem było mi dobrze. Musiałeś już iść, przepustka Ci się kończyła, musiałeś wracać do swojego oddziału. Pocałowałeś mnie delikatnie, tak, jakbyś nie chciał mnie skrzywdzić. „Kocham Cię” powiedziałam, chyba pierwszy raz tak po prostu. Bezpośrednio, bez obawy, że mnie odtrącisz. Nigdy nie lubiłam mówić o swoich uczuciach, bałam się odrzucenia, albo zbytniego przywiązania się do kogoś taką deklaracją, rozumiesz, prawda? Ty mnie zawsze rozumiesz.
Nie chcę pamiętać tego, co było później… Nie chcę pamiętać tego dnia, kiedy do szpitala wkroczyła banda Dirlewangera. Tego, jak bardzo człowiek chce żyć, że dla życia potrafi złamać swoje moralne zasady. Nie rozmawiałam nigdy o tym z Tobą. I nie chcę, bo nie chcę, żebyś mnie znał, jako tę, co odda nawet siebie, za życie. Nie żałuję tego, bo wiem, że inaczej bym nie przeżyła. Byłam ładna, miałam szczęście. Ceną za moje ciało było życie moje i Anioła – to była Twoja mama. Nie myśl o mnie, jak o bohaterce, bo tego nigdy nie chciałam i nigdy nie będę chciała. Trafiłam na Starówkę, bo tam się jeszcze broniliśmy. To już było tylko oczekiwanie na śmierć. Nie walka, tylko oczekiwanie. Kapitulacja. Bałam się, czy Niemcy nas nie rozstrzelają, gdy tylko wyjdziemy z Warszawy. Ale, kiedy opuściliśmy nasze miasto, nasze ruiny, to poczułam, że tak właściwe jest mi wszystko jedno. Słońce świeciło, liście powoli spadały z drzew, a ja żyłam, żyłam i to było najważniejsze. Szukałam Cię, ale nikt o Tobie nie słyszał.
Nie pamiętam, ile tak szliśmy, kiedy poczułam na swojej dłoni czyjś mocny uścisk. Obróciłam się i zobaczyłam mojego brata – nie mieliśmy kontaktu, od kiedy on wyruszył w swoim pięknym mundurze ułana na wojnę. Chciałam rzucić mu się na szyję, krzyknąć: „Jesteś! Szukałam cię tyle lat”, ale nie mogłam, bo obok mnie szli Niemcy, gotowi strzelić w każdej chwili. Tomasz opowiedział mi o Ewie, jakbym sama nie słyszała. Powiedział, że jego kolega przekupił strażników i że chcą uciekać. Kazał mi iść z nimi. Wiesz, dopóki Ciebie nie poznałam, bliscy mi mężczyźni zawsze mi coś kazali – ojciec, bracia, Krzysztof. Jakbym nie miała własnej woli, była tylko laleczką, marionetką, którą mogli bawić się jak chcieli. Moje uczucia grały zawsze najmniejszą rolę. Ojciec chciał wydać mnie dobrze za mąż, a to, czy ja bym była w takim związku szczęśliwa, nie grało najmniejszej roli. Krzysztof był synem jego przyjaciela, czy kimś takim. Żołnierz, dosyć ważny, skoro ojciec zdecydował, że zostanę jego żoną. Byłam jeszcze wtedy głupią szesnastolatką i imponowało mi, że jakiś przystojny oficer strzela za mną oczami. Nie przeszkadzało mi to, że czasem się zachowywał dość nachalnie czy wręcz agresywnie. Co z tego? Prawda? Pewnego wieczoru poszliśmy na długi spacer po łąkach. Tam po raz pierwszy stałam się prawdziwą kobietą – nie chciałam tego, ale musiałam. Wiem, że nie rozumiesz, przecież mogłam go odtrącić, ale Krzysztof często dawał mi do zrozumienia, przynajmniej wtedy, że na niego nie zasługuję, że właściwie, to powinien mnie zastąpić inną, dojrzalszą. Bałam się wściekłości ojca, gdyby jego protegowany nagle przestał się mną interesować. Głupia byłam, prawda? Nieważne. Nie chcę wspominać tamtego okresu, ale czasem pytałeś, czemu ja właściwie jestem „taka” – taka chłodna, obojętna, jakbym zbudowała za sobą mur. Wiesz, tata, kiedy nie podobało mu się moje zachowanie, miał zwyczaj wyciągać pas i okładać nim Ewę i mnie. Ewa wyszła za jakiegoś bankowca, ale on zginął we Wrześniu. Została sama z dzieckiem, a ja już byłam wtedy w Warszawie. To długa historia, a ja nigdy Ci jej nie opowiadałam. Może kiedyś jeszcze będzie nam to dane. Kiedy spotkałam Tomasza, nie wiedziałam, co zrobić. Niemcy traktowali nas jak jeńców, a nie jak przestępców, więc jakaś szansa na przeżycie była. A w przypadku ucieczki, gdyby się nam nie udało – kule w łeb. Ale ja byłam grzeczną dziewczynką, która słucha starszych i mądrzejszych. Uciekliśmy nocą – ja, Tomasz i jego przyjaciel, „Iglak”. „Iglak” nie był nikim ważnym, nie dla mnie. Ja dla niego chyba byłam, proponował mi małżeństwo. Czemu się nie zgodziłam, przecież nie miałam żadnej nadziei ani tym bardziej pewności, że Ty żyjesz? Nie wiem, ale się cieszę, że na Cienie poczekałam, bo Ty jeden jesteś sensem, powodem, dla którego żyję.
Pewnego majowego dnia się spotkaliśmy, tak całkiem przypadkowo. A może to był kwiecień, nie pamiętam… Byłam w pracy, a Ty, jak często, miałeś do mnie o to pretensje. Nie rozumiałam tego, przecież wojna się skończyła, a ja miałam prawo w końcu żyć tak, jak chciałam. Byłam sama – Tomasz zniknął gdzieś, w lesie, Krzysztof nie żył, ojciec też, a Ty… dla Ciebie byłam nikim. „Tu nie chodzi o nas”, pamiętam te słowa sprzed ponad sześćdziesięciu lat. Nie byliśmy parą, ale Ty i tak postanowiłeś mnie naprawić, bo przecież sama do niczego się nie nadawałam. Nie rozumiałam, dlaczego tak Ci zależało na tym, bym była prawdziwą Polką, patriotką i tak dalej. Ale zależało mi na Tobie, choć przecież „Między nami nic nie było, żadnych zwierzeń, wyznań żadnych, nic nas z sobą nie łączyło, prócz wiosennych marzeń zdradnych". Dla Ciebie chciałam rzucić tę pracę, ale nie umiałam. Bo bałam się tego, co mnie czeka. Ale strach jest niczym w porównaniu do miłości –tej takiej prawdziwej. I to dlatego postanowiłam podczas obławy rzucić całe moje dotychczasowe życie, postawić wszystko na jedną kartę. A może to patriotyczne wychowanie, wpajanie przez ojca, że Dulce et decorum est pro patria mori. Albo przez tę naszą konspirację… Nie wiem, pobiegłam tam, nawet nie zdając sobie sprawy, że to przecież nic nie da, że KBW jest wszędzie. „Gestapo ma wszędzie uszy”…
W więzieniu przeżywałam najgorsze chwile w moim życiu. Nadal śni mi się to po nocach. Siedziałam w wilgotnej, ciemnej celi, odarta ze wszystkiego – z godności, z wolności, z rajstop nawet. Na powitanie dostałam siarczystego policzka. A potem, pewien Rosjanin, major Zwonariew (miał takie przenikliwe oczy) kazał mi zeznawać. Dowiedziałam się, kim jesteś. Kiedy sam, już w Monachium przyznałeś mi się do tego, udawałam zaskoczoną – no, bo skąd ja miałam wiedzieć, że jesteś angielskim skoczkiem. Krzysztof to wiedział, tego jestem pewna. Zwonariew przyłożył mi zimną żyletkę do oczu – w koszmarach nadal czuję jej ciężar na powiekach. Nie chciałam nic mówić, ale kiedy popłynęła pierwsza kropla krwi… Przepraszam Cię za to, że nie okazałam się być godna nazywania się Polką. Nie wiedziałam za wiele, nie miałam kontaktu z podziemiem od kapitulacji. Wydałam Lenę. Ze wszystkich ludzi na świecie, właśnie ją. Dlaczego? Bo jedyna przyszła mi do głowy, wiedziałam, że to podłe wydawać samotną matkę, ale bałam się tego, że już ci się nie będę podobać. Idiotka ze mnie. Powiedziałam, że była w konspiracji, ale od roku nie walczy. Jemu to wystarczyło. Kopnął mnie parę razy i odszedł. Pamiętasz, jak nas wywieźli? Byłam wtedy w okropnym stanie – poniżana, przemarznięta, wygłodzona, z ogromnymi wyrzutami sumienia. Bałam się o Ciebie – czy Cię nie rozstrzelali, nie zakatowali. Wyprowadzili nas na korytarz. Zobaczyłam Twoją opuchniętą twarz i moje wyrzuty wobec samej siebie pogłębiły się jeszcze bardziej. Pewnie nic im nie powiedziałeś… A ja się złamałam przy żyletce. Stanąłeś blisko mnie i mogłam się Tobie przyjrzeć. Sine ucho, zmierzwione włosy, opuchnięta twarz, rozwalona warga… Nic im nie powiedziałeś, nie powiedziałbyś… Chwyciłeś mnie za rękę i dodałeś otuchy. Marzyłam o Twoim dotyku przez tyle długich, pustych dni pełnych strachu, samotności i poczucia beznadziei. A teraz cię miałam, na tę chwilkę. Miałeś ciepłą dłoń, a może to moje pięści były tak lodowate. Kiedy nas odbili, byłam kimś innym. Byłam zdrajcą. Powinniście mnie postawić pod sądem i rozstrzelać, ale podobno na to nie było czasu. Mieliśmy uciekać na zachód. Nie chciałam Ci tego mówić, nie chciał psuć naszego życia, które dopiero miało się ułożyć.
Mieliśmy wyjechać za granicę, jeszcze nie wiedzieliśmy gdzie. Ty i ja. My. Powiedziałeś mi o tym, kiedy Twoja mama opatrywała mi jakieś potłuczenia. Dowiedziałam się, że blizna po żyletce nad prawą brwią zostanie mi na zawsze. Tkwi tam i codziennie, gdy patrzę w lustro, przypominam sobie o tym, jaka mała jestem. Tamtego dnia, kiedy dowiedziałam się o moim kainowym znamieniu, Ty, jakby chcąc mi dać do zrozumienia, ze między nami wszystko jest na nowo, zaproponowałeś mi wspólny wyjazd na Zachód. „Musimy jeszcze odbić Rudą” powiedziałeś. Złapałeś mnie za rękę i powiedziałeś, że nigdy mnie już nie zostawisz. Uśmiechnęłam się lekko. Wierzyłam, że już zawsze będziemy razem. Czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie, jakbym wygrała los na loterii. Kiedy siedzieliśmy obok siebie na kanapie, Ty i ja, serce przy sercu, dłoń w dłoni, do pokoju wpadł Bronek. „Janek nie żyje” krzyknął u progu. Zmroziło mnie. Nie znałam go za dobrze, był przelotnym znajomym, Twoim przyjacielem. Miał dziecko, żonę i plany na przyszłość. Nie wiem, czy wiedziałeś, ale Janek chciał odbudowywać Warszawę. Walczyć o Polskę nie bronią w lesie, tylko ołówkiem i linijką, nad projektami. A teraz świat bez tej jednej duszy stał się bardziej pusty. Poszłam na pogrzeb. Źle się czułam, mając na sobie sukienkę w kwiatki. Chciałam pójść do mojego starego mieszkania, przebrać się, wziąć rzeczy, ale Ty się nie zgodziłeś. To było zbyt niebezpieczne. Posłuchałam Cię. Zacisnęłam zęby, prałam codziennie ubrania, wierząc, że niedługo będzie już dobrze. Będę wreszcie żyła, pełnią życia. Będę panią świata. Musiałam wytrzymać. Byłam przecież silna.
Na pogrzebie zobaczyłam Lenę. Pustkę w jej oczach, obojętność, z jaką się poruszała. Nawet na Jasia patrzyła jak na obcą osobę. Obiecałam sobie, że nigdy nie dopuszczę, by cokolwiek Ci się stało. Tyle razy bałam się, że to już koniec. Nie chciałam martwić się za Lenę, nie chciałam martwić się w ogóle. Płacz Jasia rozdzierał mi serce. Kiedy Władek wbijał krzyż w ziemię, zobaczyłam, ile to znaczy. Wystarczy jedna kulka i wszystkie Twoje uczucia, marzenia, plany przepadają. Nie ma Cię. Bałam się.
Wyjechaliśmy do Niemiec, znaleźliśmy archiwum AK, za które zginął Janek. Pochylając się nad papierzyskami, czułam się dumna z tego, że jestem Polką, częścią tej historii. Ty chyba nie widziałeś tego tak, jak ja. Byłeś rozgoryczony, jakby oszukany przez życie. Czasem też się tak czuję, że historia i świat nas oszukały, zabrały nam młodość i złudzenia. Kiedy przechodziłam przez kanały, depcząc ludzkie zwłoki, myślałam, że Polska nam to wynagrodzi. Że będziemy bohaterami, o których piszą książki i kręcą filmy, seriale. „Czas honoru”, tak mógłby nazywać się serial o naszym życiu. Ty już wtedy wiedziałeś, że będziemy na zawsze bandytami, zapomniani przez rodaków, pogardzani na obczyźnie. Ja wierzyłam w prawdę i wolność. O to, że Polska się o nas upomni. Nie udało się – Wiktoria siedzi teraz w więzieniu i czeka na wyrok śmierci… Zamieszkaliśmy w Monachium. Jak to miasto kiedyś wyglądało! Zniszczone, powojenne, wyludnione. Byliśmy tam obcy – dwoje Polaków na niemieckiej ziemi. Znalazłam sobie pracę w amerykańskiej ambasadzie, tłumaczyłam procesy hitlerowców. Myślisz pewnie, że cieszyła mnie ta praca? Z jednej strony tak, pomagałam im wymierzyć sprawiedliwość. Z drugiej, najzwyczajniej w świecie, wykańczało mnie to. Gdy czytałam o pacyfikacji Woli, o zapędzaniu ofiar do komór gazowych, o tym, jak z ludzi robiono mydła, nie mogłam. Po prostu. Nocami płakałam w poduszkę, piłam whisky i próbowałam się oderwać. Nie potrafiłam. Nie zauważałeś tego, jak cierpię? Nie, na pewno to widziałeś, Ty mnie przecież rozumiesz. W Monachium, kiedy nie pracowałam, znów byłam młoda. Czułam, że mam dopiero 26 lat i że cały świat należy do mnie. Chodziliśmy na tańce, piliśmy i bawiliśmy się, jakby nadrabiając poprzednie pięć lat. Pokochałam życie. Taka sielanka mogłaby trwać wiecznie, wiedziałam jednak, że tutaj, w Niemczech prędzej czy później dogonią nas demony przeszłości. Dlatego zdecydowałam się na emigrację, tym razem do USA. Chciałam zrobić to dla Nas, dla Ciebie. Wiedziałam, że kiedyś wyfruniesz do Polski. I stało się. Z dnia na dzień oznajmiłeś mi, że dostałeś misję, zjednoczenie podziemia chyba i że wracasz. W tym samym dniu dowiedziałam się, że możemy dostać wizy do Stanów. Co byś zrobił na moim miejscu? Nieważne, przecież Ty i tak zawsze wybrałbyś Ojczyznę. Nie chciałam jechać z Tobą, wolałam żyć. Nie miałam złudzeń – komuniści nienawidzili nas i chcieli nas zniszczyć. Ale do Ciebie nie trafiały żadne moje argumenty. Podjąłeś decyzję a ja mogłam tylko zadecydować, czy wybieram życie czy Ciebie. Tamtej nocy kochaliśmy się tak, jakby miał to być nasz ostatni raz. Starłam się nie myśleć o tym, że następnego dnia nie zjemy już razem kolacji, że już nigdy nie zobaczę Cię w tej kuchni, zmywającego naczynia. Nigdy nie pójdziemy tańczyć twista do białego rana. Rano odszedłeś. Nie wiem, co się z Tobą działo, wolałam o Tobie nie myśleć.
Pułkownik Meyers postawił mi pewien warunek. Żeby zdobyć wizę, musiałam złapać jednego z niemieckich fizyków, Blachnitzkiego . Moim pomocnikiem miał być nie kto inny, jak Lars Rainer, szef Gestapo w Warszawie. Odrzuciłam to bez wahania. Ja miałabym współpracować z mordercą? Nigdy. Wróciłam do pustego mieszkania, poniżona i smutna. Straciłam wszystko – Ciebie, szansę na wyjazd do USA i prawdopodobnie pracę. Przyszedł do mnie Meyers. Chciał się wytłumaczyć. Wzięłam papierosa i wysłuchałam Amerykanina w skupieniu. Użył argumentu, który, patrząc z dzisiejszej perspektywy, był poniżej pasa. Powołał się na Krzysztofa, na to, że powinnam go pomścić. Wyobrażam sobie Twoją minę, gdy czytasz ten fragment. Zawsze byłeś o niego zazdrosny. Kochany, zapewniam Cię, że nie ma o co. Nie kochałam go, nie tak, jak Ciebie. Wyjechałam do Polski, nie tylko po to, by dostać wizę. Chciałam Cię odnaleźć, wytłumaczyć się. Tamtej nocy odbyliśmy taką nieprzyjemną rozmowę… Zarzucałeś mi zdradę Ojczyzny, zdradę ideałów, przyjaciół, wszystkiego. A ja? Co miałam na swoje usprawiedliwienie? Chyba tylko to, że strasznie chciałam żyć. Padło między nami tyle niemiłych, niedobrych słów, za które będę Cię zawsze przepraszała. Nie uważam, że trakowałeś mnie kiedykolwiek jak zastępczynię, gorszy model Karoliny Osmańskiej. Ani, że żyjesz tylko po to, by udowodnić wszystkim dookoła, że jesteś taki, jak Władek.
W Polsce czekało mnie srogie rozczarowane. Który raz w życiu się na Tobie zawiodłam? Zapomniałeś o mnie, nie szukałeś żadnego kontaktu. Postanowiłam zagrać w Twoja grę, żyć tylko na swój rachunek. Dla siebie. Bronek, Władek, nawet Lenka, czułam, że wszyscy mnie potępiacie. Jakże mogłam zostawić kuszącą perspektywę śmierci ku chwale Ojczyzny i chcieć wyjechać? Ciebie zresztą to już nie obchodziło, mieszkałeś z Leną. Nie dowiedziałam, czy kiedykolwiek doszło między Wami do czegokolwiek. Nie chcę chyba tego wiedzieć. Mam nadzieję, że nie myślałeś wtedy o mnie. Ona jest naprawdę wspaniałą osobą, silną, sama musi wychować Jasia na porządnego człowieka. Podziwiam ją, że oprócz Janka nie miała już nikogo. Może byłaby dla Ciebie lepsza niż ja? Okłamywałam wszystkich, że mi na Tobie nie zależy, miałam już w tym wprawę. Zaczął się mną interesować Max Goodword, amerykański kapitan wywiadu. Może przez chwilę wiązałam z nim jakieś nadzieje? Nie wiem… Nie pamiętam.
Przyszedłeś do mnie tydzień Najpierw miałeś tylko pretensje, a potem… Co mnie podkusiło, żeby dać się porwać namiętności. Byłam tak spragniona Ciebie, Twojej bliskości. KOCHAM CIĘ! Tak samo, jak wtedy, jak zawsze. Po tamtej nocy wróciłeś do Leny, prawda? Grałeś z nią na dwa fronty, czy nie? Mam nadzieję, że nie. Leżałam w pościeli, która pachniała Tobą i podjęłam decyzję. Paszport USA nie był wart tego, żeby Cię stracić. Nic nie było tego warte. A Ty w tym czasie dowiedziałeś się o Rainerze. Ciekawe, czy mnie nadal kochasz? A może jestem tylko zabaweczką w Twoich rękach? Przyszedłeś do hotelu, aby mnie porzucić, czy tylko, żeby to wyjaśnić? Nie wiem. Przerwałam Ci wszystko swoją deklaracją, prawda?
Ach, tak się rozpisałam, a Ty pewnie nie wiesz, dlaczego. Może, kiedy już jako starsza i dystyngowana pani pokażę Ci ten list, będziesz się śmiał. Ale, Michał, to nie jest dobry czas. Dzisiaj ma zapaść wyrok na Rudą. Boję się. Boję się, że coś stanie nam na drodze do naszego szczęścia. Tak, tak – głupie kobiece przeczucia. Tylko, wiesz, moja intuicja mnie nigdy jeszcze nie zawiodła. Kochany, jeśli czytasz ten list w więzieniu, albo jeśli ja jestem w więzieniu… Musisz to wiedzieć. Wiem, że pewnie nic to nie da, w tej sytuacji. Chciałabym Ci o tym powiedzieć i wiesz? – powiem dzisiaj wieczorem. Tylko się tak zabezpieczam. Jestem w ciąży. To pewne. Będziemy rodzicami, Michał! Tylko teraz nie możesz nas zostawić, bo My – ja i Nasze Maleństwo bardzo Cię potrzebujemy…
To chyba koniec tego sentymentalnego listu, którego, mam nadzieję, nigdy nie przeczytasz. Nawet nie wiem, czemu go piszę, bo przecież… Wszystko będzie dobrze, prawda?
Kocham Cię najbardziej na świecie,
Celina


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Konarska dnia Śro 15:28, 31 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pierniczkowa
Generał



Dołączył: 24 Sty 2014
Posty: 632
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ziemie odzyskane

PostWysłany: Śro 15:49, 31 Gru 2014    Temat postu:

No to...
Gratuluję cierpliwości! W życiu bym nie napisała czegoś tak długiego, szacunek. ^^
Bardzo wiarygodne takie jej losy. Naprawdę. I zadziwiła mnie taka szczerość Celiny, nie wydaje mi się taka, a jednak... Jej, tutaj jest naprawdę kanoniczna.
Przeżyłam szok trzy razy:
- oświadczył się jej obcy mężczyzna (jak ona się musiała czuć!)
- poświęciła się, by Maria i ona mogły żyć
- ma dziecko (a raczej miała mieć, bo przecież zginęła) z Michałem.
,,(...) rzuciłam się na ciebie, jak zeschnięta ziemia na pierwsze krople deszczu." - nie wiedziałam, że Celina jest taka romantyczna, choć pod koniec szóstej serii rzeczywiście trochę taka była.
,,Kiedy przechodziłam przez kanały, depcząc ludzkie zwłoki, myślałam, że Polska nam to wynagrodzi. Że będziemy bohaterami, o których piszą książki i kręcą filmy, seriale." - też bym miała takie przemyślenia.
,, Powinniście mnie postawić pod sądem i rozstrzelać, ale podobno na to nie było czasu." - aż czuć takie jej poczucie winy.
,,Postanowiłam zagrać w Twoja grę, żyć tylko na swój rachunek. Bronek, Władek, nawet Lenka, czułam, że wszyscy mnie potępiacie. Jakże mogłam zostawić kuszącą perspektywę śmierci ku chwale Ojczyzny i chcieć wyjechać?" - no właśnie! Ale ja chyba też bym tak zrobiła...

Jednym słowem, poruszyłaś mnie tym bardzo. Chyba naprawdę bardz lubisz miC, skoro pisanie o nich przychodzi ci tak łatwo i z takimi świetnymi efektami. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roma
Szeregowy



Dołączył: 10 Paź 2014
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Czw 14:00, 01 Sty 2015    Temat postu:

Lisy wstrząsnął mną. Jest naprawdę piękny i taki prawdziwy. Naprawdę piękny

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dłużewska
Marszałek



Dołączył: 02 Sty 2013
Posty: 2938
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 15:39, 01 Sty 2015    Temat postu:

Absolutnie wstrząsające. Cała ta historia Celiny - jej ojciec, mnóstwo rodzeństwa, walka w powstaniu. I przede wszystkim to, że wyczuwała, że coś może jej się stać i dlatego napisała ten list. Celina w ciąży. Gdyby tak było naprawdę i gdyby Michał wiedział, że razem z Celiną Karkowski zabił mu dziecko... Idealnie wyjaśniasz to, co wydarzyło się w życiu Celiny, przyczyny, dla których podejmowała takie, a nie inne decyzje. Wydaje mi się, że po tym opowiadaniu rozumiem ją nawet lepiej.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Konarska
Marszałek



Dołączył: 02 Sty 2013
Posty: 1756
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:16, 01 Sty 2015    Temat postu:

Kichane jesteście dziewczyny. Dziękuję za niezasłużone komplementy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.czashonorupl.fora.pl Strona Główna -> Fan made / Opowiadania Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Programy
Regulamin